ŚWIĘCI I BŁOGOSŁAWIENI – 12 czerwca – bł. ks. Józef Stanek pallotyn – Duszpasterz i kapelan Powstania Warszawskiego

2016/10/16 Aktualizacja

TAM PRZYSZEDŁ NA ŚWIAT

Józef Stanek urodził się w diecezji krakowskiej w górskiej wsi Łapsze Niżne – w krainie zwanej Spiszem a dokładniej w polskiej Zamagórze Spiskiej w województwie nowosądeckim, ówczesnym powiecie nowotarskim. W każdym razie z urzędem gminnym, kościołem rzymsko – katolickim, pocztą, policją, siedzibą zakonu, szkołą powszechną, sklepami, a nawet karczmą. Miejsce położone na południowym krańcu Polski, 7 kilometrów od granicy ze Słowacją, z komunikacją tylko drogową pomiędzy Nowym Targiem a Szczawnicą, w ładnej dolinie potoku Łapszanka, gdzie ludowy folklor jest podobny do nowotarsko – bukowińskiego.

Gdy przyszedł na świat 4 grudnia 1916 roku jeszcze trwała na dobre I Wojna Światowa i tym terenem władało mocarstwo Austro-Węgierskie. Nikomu nie śniło się, że wkrótce znowu nastanie tu Polska, mimo że ludność miejscowa mówiła jak dawniej, cały czas polskim językiem, oczywiście gwarą góralską a dokładniej spiską i czuła się historycznie i uczuciowo związana z Polską. Istniało również oddziaływanie, poprzez naturalną granicę biegnącą grzbietem gór, sąsiedztwa narodu słowackiego a nawet madziarskiego (węgierskiego). Najlepszym dowodem tego było choćby samo nazwisko ojca małego Józka – Stanek, które jest zdrobnieniem słowackiego imienia Stanisław oraz niepolsko brzmiące imię jednego z rodzeństwa – Wendelin. Ale matka Józka miała imię i nazwisko w pełni polsko brzmiące: Agnieszka z domu Nowak.

Józek był ósmym, najmłodszym dzieckiem swoich rodziców, którzy zajmowali się rolnictwem na górskiej – siłą rzeczy bardzo nieurodzajnej ziemi, co wymagało ciężkiej pracy.

Za to mieli zawsze świeże górskie powietrze i wspaniałe widoki – zwłaszcza przepięknej panoramy południowo – zachodniej strony pobliskich wysokich Tatr, które w różnych porach dnia i roku oraz przy zmiennej pogodzie, przybierały różne kolory i odcienie. Musiał zachwycać się tym widokiem mały Józio, patrząc przez okno typowego, góralskiego, rodzinnego domu i hasając z kolegami po okolicznych wzgórzach. Delektował się tymi tworami natury i odczuwał przez to również Boże Twórstwo otaczającego świata. Młodzian – Jozef Stanek od najmłodszych lat był bardzo refleksyjny.
_
Tatry
[fot. Jarek Fisz – ssl.panoramio.com]

WYKSZTAŁCENIE

Już w szkole podstawowej Józka Stanka wyróżniała powaga i dążenie do wiedzy oraz duża, wrażliwa spostrzegawczość ludzi i otoczenia. Duży wpływ na to miała niewątpliwie przedwczesna śmierć obojga rodziców i dziadków w 1923 roku, na skutek panującej zarazy tyfusu. Był bardzo czynnym i uczynnym ministrantem w kościele, a nawet zdarzało się, że sam pomagał księdzu douczać religii młodszych kolegów.


[Łapsze Niżne, kościół – źródło: lapsze.pijarzy.pl]

Po 4 latach nauki w miejscowej szkole, w 1929 roku starsze rodzeństwo, a zwłaszcza opiekujący się małym Józiem Stefania i Wendelin, obserwując zachowanie się i szczególną dążność do wiedzy najmłodszego brata, postanowili oddać Go do szkoły średniej „Collegium Marianum” Księży Pallotynów na Kopcu w Kleczy k. Wadowic. Trochę to dalej od rodzinnych stron, ale też jeszcze w górach i z odległym, ale urzekającym widokiem ukochanych Tatr.


[Collegium Marianum – źródło: pallotyni-wadowice.pl]

Przy tej okazji należy zauważyć, że uczęszczaniem do szkoły, a właściwie gimnazjum Pallotynów i jej maturalnym ukończeniem, Józef Stanek, przyszły Błogosławiony ksiądz, wyprzedzał o kilka lat gimnazjalistę innej wadowickiej szkoły, mianowicie Karola Wojtyłę, przyszłego Papieża -Polaka, Jana Pawła II.

Wśród wspólnych dla obydwu gimnazjalistów profesorów, należy wymienić prof. Mieczysława Kotlarczyka – literaturoznawcę. Ten profesor prowadził szkolny zespół dramatyczny, w którym uczestniczył również młody Karol Wojtyła.

Natomiast Józef Stanek był członkiem uczelnianej orkiestry dętej, która zdobyła sobie sławę w całej okolicy Wadowic. Józek Stanek grał w niej na olbrzymiej tubie.

Po maturze w 1935 roku dojrzały już Józef Stanek samodzielnie wstąpił do nowicjatu Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego Księży Pallotynów w Sucharach nad Notecią koło Nakła. Tam odbył nowicjat oraz i zaczął studia seminaryjne. Na zdjęciu poniżej – Dom pallotyński w Sucharach koło Nakła nad Notecią, przed II wojną światową:
_
Dom palloty?ski w Sucharach
[Dom pallotyński w Sucharach koło Nakła nad Notecią, przed II wojną światową – źródło: commons.wikimedia.org]

 WOJNA

Od 1937 roku kontynuował naukę w Wyższym Seminarium Duchownym w Ołtarzewie, gdzie w 1939 roku zastał go wybuch II Wojny Światowej:

 Wyzsze Seminarium Duchowne w Oltarzewie
[Wyższe Seminarium Duchowne w Ołtarzewie – źródło: wsdsac.pl]

Perypetie wojenne spowodowały ucieczkę kleryków przed Niemcami na wschód Polski, gdzie z kolei wpadli pod okupację sowiecką i zostali aresztowani przez Bolszewików. Stankowi jednak powiodło się uciec z obozu w grupie z wojskiem polskim i wrócić do bliskich, do rodzinnego Spisza, włączonego już do proniemieckiego państwa słowackiego.

Gdy sytuacja nieco się uspokoiła, zdeterminowany w swoim dążeniu, Józef przez „zieloną granicę” wrócił wraz z kolegami ocalałymi z wojennego pogromu do Ołtarzewa, dla kontynuowania przerwanych studiów seminaryjnych.

Studia duchowne Józef Stanek ukończył w 1941 roku, a 7 kwietnia tegoż roku w katedrze metropolitarnej Św. Jana Chrzciciela w Warszawie młody kleryk otrzymał święcenia kapłańskie z rąk ordynariusza Archidiecezji Warszawskiej – Stanisława Galla.

Młody, twardy, polski góral, pomimo wojennych trudności, dopiął swego postanowienia służenia Bogu i Ojczyźnie.

Nie zapomniał jednak o swojej ukochanej, pięknej ziemi rodzinnej – o Spiszu, o Łapszach Niżnych. Mimo, że znalazły się one w nieswoim państwie – w Słowacji, jako prawdziwy niezłomny góral postanowił mimo wszystko, jako wotum osiągniętego młodzieńczego celu zostania księdzem, odprawić swoją Prymicyjną Mszę Świętą właśnie w kościele, w którym otrzymał Chrzest Święty i został przyjęty do grona Katolików – w rodzinnych Łapszach Niżnych.

W tym celu musiał przedsięwziąć ogromny intelektualny trud dla uzyskania od Władz Słowackich odpowiedniego zezwolenia. Jednak dopiął swego, a jedynie słowacki ksiądz proboszcz zastrzegł, aby w procesji prymicyjnej nie uczestniczyły chorągwie i miejscowa dęta orkiestra.

Prymicyjna Msza Święta nowo-wyświęconego kapłana, księdza Józefa Stanka, odbyła się 14 kwietnia 1941 roku w kościele pod wezwaniem Św. Kwiryna, w Łapszach Niżnych.

Na poniższym zdjęciu widzimy potężnego 25-letniego księdza – górala, jak z powagą, wdzięczny Opatrzności, udaje się na swą pierwszą Mszę Świętą na swojej ukochanej ziemi ojczystej – przez zły los oddzielonej od Macierzy.
_
Józef Stanek udaje sie na swa pierwsza Msze Swieta
[Józef Stanek udaje się na swą pierwszą Mszę Świętą – źródło: lapsze.pijarzy.pl]

 

Wystraszony słowacki ksiądz proboszcz zastrzegł, aby w procesji prymicyjnej nie uczestniczyły ani chorągwie ani miejscowa orkiestra dęta:


Procesja prymicyjna
[Procesja prymicyjna – źródło: lapsze.pijarzy.pl]


[Po Prymicyjnej Mszy Świętej, wśród rodaków i ze słowackim księdzem proboszczem – źródło: lapsze.pijarzy.pl]

POWSTANIE WARSZAWSKIE

Zaraz po święceniach rozpoczął studia specjalistyczne na Tajnym Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. W dniu wybuchu Powstania Warszawskiego, tj. 1 sierpnia 1944 roku, znajdował się w Warszawie, w Zakładzie Sióstr Rodziny Maryi na Koszykach, gdzie pracował jako duszpasterz i kapelan szpitala.

       W drugiej połowie sierpnia 1944 roku przełożeni skierowali go do pracy kapelańskiej i duszpasterskiej w Zgrupowaniu Armii Krajowej „Kryska”, działającym na odcinku czerniakowskiego Powiśla.

       Ksiądz Józef przybrał pseudonim „Rudy”. Z miejsca rozpoczął szeroką i wszechstronną pracę duszpasterza i kapelana. Przede wszystkim odprawiał Msze polowe i spowiadał. Odwiedzał często polowe szpitale, niosąc duchową pomoc i nadzieję walczącym i rannym. Nosił rannych, docierając do najbardziej wysuniętych pozycji powstańczych. Pomagał walczącym żołnierzom i ludności cywilnej odkopywać zasypanych. Wielu rannych uratował od niechybnej śmierci, zwłaszcza w ostatnich dniach powstania na Czerniakowskim Przyczółku. Podnosił też na duchu załamanych mieszkańców i – mimo niebezpieczeństw – wygłaszał do nich Słowo Boże. Chociaż miał możliwość uratowania swego życia, przeprawiając się pontonem na drugi brzeg Wisły, nie skorzystał z niej. Chciał dzielić los żołnierzy i ludności cywilnej, która została na lewym brzegu rzeki.

       W dniu 23 września 1944 roku ksiądz „Rudy” dostał się w ręce SS. Bity, popychany przez niemieckich siepaczy, został odprowadzony pod szubienicę. W ostatnich chwilach okazał wielkie męstwo i heroiczną odwagę. Spod szubienicy błogosławił przechodzących żołnierzy i ludność cywilną. Niemcy właśnie tędy pędzili ich do niewoli i obozów zagłady, aby im pokazać – jak mówili – „głównego bandytę powstania”.

       Ksiądz Józef ściągnął na siebie nienawiść Niemców, między innymi za to, że polecił powstańcom, na własną odpowiedzialność, zniszczyć broń. Chciał ich w ten sposób uratować, gdyż Niemcy niemal każdego uzbrojonego Polaka natychmiast rozstrzeliwali. Nie chciał także, aby broń dostała się w ręce niemców i służyła zabijaniu Polaków.


[lapsze.pijarzy.pl]

       Zginął, bestialsko zamordowany – przez powieszenie – w dniu 23 września 1944 roku. 23 września obchodzimy kolejne rocznice jego męczeńskiej śmierci. MIAŁ ZALEDWIE 28 LAT. Cierpienie, którym były naznaczony pierwsze lata jego życia (rodzice zmarli gdy miał 7 lat), stało się też jego udziałem w ostatnich godzinach – w godzinie jego męczeńskiej śmierci.

       Ufamy, że ksiądz Józef Stanek otrzymał już od Boga obfitą nagrodę za swoje życie. Mamy też nadzieję, że dla wielu stanie się wzorem umiłowania do końca Boga i Ojczyzny. Dlatego modlimy się, aby Bóg sprawił, żeby przykład jego życia zajaśniał nowym blaskiem, gdy został wyniesiony na ołtarze.

       Aktu beatyfikacji ks. Józefa Stanka dokonał Ojciec Św. Jan Paweł II, w ramach wyniesienia na ołtarze 108 polskich Męczenników za wiarę, dnia 13 czerwca 1999 r. w Warszawie.

Słowa ks. kard. Józefa Glempa

       „Podjął swój krzyż z miłością”

       „(…) Ksiądz Stanek podjął swój krzyż z miłością… A uwydatniło się to zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba było jego obecności przy tych, którzy walczyli, którzy przeżywali lęk, kryzysy odwagi i wierności…

       (…) Był kapłanem, który stanął przy żołnierzu, bo żołnierze stali przy Kościele, stali przy wolności, stali przy Chrystusie jako Jego uczniowie.

       Być uczniem Chrystusa – to znaczy wziąć swój krzyż i nieść go odważnie, nieść go z ufnością, i nieść go z miłością, tak jak to uczynił ksiądz Józef Stanek”.

Józef kardynał Glemp, Prymas Polski,

(Z homilii wygłoszonej dnia 4 listopada 1987 r. w kościele pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Warszawie, z okazji przeniesienia doczesnych szczątków ks. Józefa Stanka SAC.)

 

       „Był pośród tych, którzy potrzebowali pomocy”.

       „(…) „Dochodzimy tutaj do tajemnicy życia księdza Józefa Stanka, na którą składało się poszukiwanie tego, co trudniejsze – dważny wybór działań naprawdę odpowiedzialnych… Zawsze bowiem przyświecał mu wzór założyciela Księży Pallotynów Świętego Wincentego Pallottiego…”

       „(…) Cechował go ten rodzaj odwagi, który kazał iść naprzód, niezależnie od świszczących kul. Nie zważając na niebezpieczeństwa, szedł tam, gdzie słyszał jęk, gdzie był ból gdzie można było otrzeć łzę, gdzie można było zabandażować, gdzie można było wyspowiadać, gdzie można było pobłogosławić…

       (…) jego bohaterstwo wynikało z postawy duchowej, z tej siły którą dawała wiara i która kazała młodemu kapłanowi zawsze być pośród tych, którzy potrzebowali pomocy. Ostatecznie była to miłość Ojczyzny…”

Józef Kardynał Glemp, Prymas Polski

(Z kazania wygłoszonego podczas poświęcenia pomnika Księdza Józefa Stanka, Warszawa-Solec, dnia 23 września 1994 r.)

  Wypowiedzi świadków

Ks. bp Edward Materski:       „(…) Ksiądz Józef Stanek odprawiał Mszę Św., inne nabożeństwa, spowiadał, udzielał sakramentu chorych. Służbę kapłańską pełnił w piwnicach, bramach, niskopołożonych mieszkaniach… Budował gorliwością i pragnieniem dotarcia do wszystkich, którzy potrzebowali kapłana. Cechowała przy tym księdza Józefa odwaga połączona z roztropnością.       Pozostał w pamięci jako kapłan pełen poświęcenia, który gorliwie i odważnie, z narażeniem, życia i gotowością do największej ofiary, szukał ludzi, którym mógłby usłużyć”.

Ks. J. Warszawski, kapelan powstańczy, ps. „Ojciec Paweł”:
       „(…) Księdza Stanka przypędzili do nas. Gdy go zobaczyła karna kompania niemiecka, nie przestawała zanosić się od szyderczych ryków. Zabiegali mu drogę i huzia pięściami prać go po twarzy. Tłukli i walili, dopóki nie dobiegł do naszych szeregów. Kilku szczególnie brutalnych… szarpiąc i ciągnąc wypchnęli księdza Józefa. I powiedli pod niedalekie ruiny. I tak właśnie zginął – przez powieszenie – in odium fidei et vindictae„.

W. Zabłocki, ps. „Derkacz”, żołnierz 4 Komp. AK, Zgrupowania „Kryska”:
       „Jestem ocalony. Przyglądam się swemu wybawcy. Nie ma wątpliwości – to kapelan, który jeszcze niedawno odprawiał nabożeństwo dla żołnierzy – ks. Stanek… Odrobiną wody zwilża mi wargi i daje pić. Pociesza, dodaje otuchy. Kapelan w miarę swych nader skromnych możliwości opiekuje się wszystkimi. Jego miła, spokojna twarz i kojące słowa pociechy towarzyszą nam jeszcze przez kilka godzin”.

Stanisława Żórawska, mieszkanka Czerniakowa w czasie Powstania Warszawskiego:
       „(…) ksiądz kapelan Stanek wszystkim spędzonym na tę egzekucję ludziom (jeńcom – powstańcom i ludności cywilnej) udzielił jeszcze spod szubienicy z pętlą na szyi błogosławieństwa… Żegnał wszystkich przyglądających się tej tragedii znakiem krzyża”.

.

JT na podst. http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/swieci/jozef_stanek/zycie.htm [dostęp 2016-08-22]
oraz www.lapsze.pijarzy.pl [dostęp 2016-08-22]